Żeby nie było, że tak zawsze wszystko nam się udaje…

Oto Abraham. Jeden z siedmiu chłopców. Oczywiście już pojawiał się na zdjęciach. Znaleźliśmy go razem z innymi dziećmi ulicy. Wiedzieliśmy, że ma rodzinę poza Awassą, ale że całe dnie spędzał na ulicy i znaliśmy go, może nie zbyt długo, z otwartych zajęć, przyjęliśmy go do ośrodka. Nie na siłę, wyraził chęć. Jednak po południu, gdy przyjechały do nas nowo zakupione łóżka (apropo- dziękuję wszystkim, którzy nas wsparli, jeszcze później wrzucę zdjęcia), wszyscy byli zajęci ich ustawianiem, Abraham gdzieś zniknął, nie mówiąc nic nikomu. Szukaliśmy go w okolicy, ale nie znaleźliśmy. Ostatecznie jeden z jego kolegów wskazał nam, gdzie mieszka jego rodzina. To pierwsza wioska za Awassą, jakieś 40 minut drogi lokalnym transportem. Chłopiec się odnalazł, cały i zdrowy. Powiedział, że dobrze mu było u nas, ale po prostu stęsknił się za rodziną. Nic nie powiedział, bo się bał, że nie dostanie zgody. Abraham okazał się nie być w ciężkiej sytuacji, która sprawiła, że wylądował na ulicy. Raczej namówiony przez kolegów szukał sobie zajęcia, gdy zamknięto szkoły.
Cieszymy się jednak, że wszystko dobrze się skończyło i mamy nadzieję, że rodzice chłopca dobrze się nim zajmą.

Święta wielkanocne w Etiopii w tym roku wypadły tydzień później niż w Polsce.

Z okazji świąt przygotowaliśmy specjalny program wraz z naszymi podopiecznymi. Były piosenki, wiersze, przedstawienie, tańce i oczywiście jak to w święta sporo jedzenia. Jednak zamiast czytać, lepiej zobaczcie sami: